Po pierwsze nie wszyscy Polacy wierzący w Boga to...katolicy. Poza tym coś tu nie gra z tą matematyką. Jak się dobrze przeliczy podane procenty, to wychodzi, że jest nas jakieś 120 procent

. Jeśli przyjąć, że 6 procent to zupełni ateiści, pozostaje 94 procent wierzących, wśród których poza katolikami są wierni wielu kościołów protestanckich, prawosławni, świadkowie Jehowy, wyznawcy Islamu oraz Buddyści, że nie wspomnę o nielicznych wyznawcach hinduizmu czy nawet lamaizmu. Mimo konstytucyjnej zasady swobody wyznania nie każda z tych licznych i uznanych na świecie religii ma w Polsce takie same prawa jak wyznanie rzymsko-katolickie. Ba, część z nich jest de facto pozbawiona praw sobie należnych. Tak czy inaczej wychodzi na to, że owe 95 procent katolików w Polsce to po prostu rozpowszechniany celowo przez kościół mit, który służy legitymizacji ciągłego przekraczania zapisanej w Konstytucji rozdzielności państwa od kościoła

. Swego czasu Prymas Glemp zapowiadał wydanie ogólnodostępnego (także w internecie) formularza

pozwalającego Polakom samym określić swój stosunek do kościoła, czyli także umożliwiającego "wypisanie się" z niego. Konia z rzędem temu, kto dał radę przejść wstępną procedurę

stosowaną w biurach parafialnych i otrzymał ów formularz. Ciekawe czy znajdzie się kiedyś w Polsce tak odważny rząd, który zdecyduje się wreszcie na rozwikłanie problemu i przy okazji np. spisu narodowego zapyta obywateli o ich stosunek do Boga oraz o wyznanie z jakim się identyfikują

Tylko tak da się nareszcie rozwikłać tajemnicę liczby autentycznych, tj. wierzących i praktykujących katolików w Polsce. Dziwne, że sam kościół z jednej strony twierdzi, że tzw katolicy niepraktykujący to żadni katolicy

, a z drugiej strony przywołuje przy każdej okazji statystyki obejmujące tychże.